Jestem Ola i od zawsze kocham zwierzęta, a zwłaszcza psy. Pamiętam, jak będąc jeszcze nastolatką, na przełomie lat 90. i 2000, przeglądałam jeden z popularnych magazynów kynologicznych i pierwszy raz natrafiłam na artykuł o owczarku belgijskim. Były tam zdjęcia i opisy wszystkich czterech odmian, a moją pierwszą myślą było… „Ale one brzydkie! Ani to owczarek niemiecki, ani Lassie. Dziwna, długa, płaska głowa, jak u mrówkojada – w życiu nie będę miała takiego psa!”.
W tamtym okresie fascynowały mnie rasy duże i masywne: cane corso, alaskan malamute, bullterrier czy bloodhound. Wszystko zmieniło się wraz z pojawieniem się w moim życiu Kory – mieszańca z dużą domieszką wyżła niemieckiego.
To dzięki niej wsiąkłam w świat szkolenia i sportów kynologicznych, co poskutkowało zapisaniem się do lokalnego klubu agility. Tam ponownie – tym razem już na żywo – zetknęłam się z belgami, a dokładniej z ich odmianami długowłosymi: tervuerenem i groenendaelem. I… nadal nic! Po złapaniu bakcyla agilitowego moje zainteresowanie poszło w kierunku border collie i to właśnie tę rasę planowałam jako kolejnego psa. Na szczęście los zadecydował inaczej…
Jest marzec 2009 roku. Ja – studentka pierwszego roku weterynarii – dostaję wiadomość od koleżanki o nowo narodzonym miocie tervuerenów w hodowli „Z Wiedźmińskiej Stajni”. W tamtym czasie znałam już rasę dość dobrze; do naszego klubu agility dołączyło kilka długowłosych belgów, które mogłam obserwować zarówno podczas treningów, jak i w życiu codziennym. Wtedy właśnie zaczęłam doceniać ich zadziorny charakter, harmonijną budowę, ogromną chęć do pracy i bezgraniczną miłość do człowieka.
Siedziałam więc, przeglądając zdjęcia papisiów, aż mój wzrok padł na NIĄ – mała ruda kulka z charakternym błyskiem w oku i oboma stojącymi uszkami. Decyzja była błyskawiczna: „Tak, to będzie ona, wymarzona!”. I w ten sposób po kilku tygodniach w moim życiu pojawiła się KAHENA z Wiedźmińskiej Stajni, po domowemu Kaśka.
Miałam nieco obaw, czy sobie poradzę – wszak wszyscy mówili, że belgi to bardzo wymagające i trudne psy. Wiedziałam jednak, że mam wokół siebie ludzi, którzy w razie potrzeby pomogą i doradzą. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne. Kasia była wspaniała: w pełni spełniała moje oczekiwania względem psa sportowego, będąc jednocześnie bezproblemową towarzyszką w życiu codziennym.
Razem próbowałyśmy wielu aktywności: od agility, przez frisbee, dog dance i bikejoring, aż po rally-o i posłuszeństwo sportowe. Wspólnie zaliczyłyśmy też nasz wystawowy debiut – co prawda bardziej z ciekawości, bo wystawy (jak to zwykle ze mną bywa) początkowo mnie nie porwały.
Z Kaśką żyłyśmy sobie szczęśliwie, lata mijały, ja kończyłam studia, a ona była moją wierną towarzyszką. Jednak po głowie zaczęły mi chodzić natrętne myśli: „A może jeszcze czarny…?”. Za sprawą wspólnych znajomych poznałam Agatę, wspaniałą hodowczynię i cudowną osobę prowadzącą hodowlę „Polaris”. Dzięki niej w grudniu 2013 roku pojawił się u mnie I AM THE BEST Polaris, czyli Yugo. Był to pies o niezwykle mocnej, twardej psychice, pozbawiony lęku, a jednocześnie bardzo rodzinny i delikatny w stosunku do ludzi.
Od tego momentu wsiąkłam w świat belgów i zakochałam się w tej rasie bez pamięci. Chłonęłam wiedzę, słuchałam mądrzejszych od siebie, aż w 2016 roku pojawił się on – NUMBER ONE Polaris. Pies mojego życia, z którym na poważnie rozpoczęłam karierę wystawową i który stał się fundamentem mojej własnej hodowli.
W mojej głowie skrystalizowała się wizja: chciałam hodować psy wszechstronne, zdrowe i o cechach typowych dla wzorca. Miłość do belgów nie była w moim przypadku „od pierwszego wejrzenia”, ale dzięki temu decyzja o hodowli dojrzewała we mnie kilka lat. Był to krok w pełni świadomy. Efektem tego było zarejestrowanie 09.08.2019 r. przydomka VANTABLACK FCI (ZKwP 2077/V, FCI 793/2019). Nazwa nie jest przypadkowa – Vantablack to najczarniejsza substancja znana człowiekowi. Gdy usłyszałam to słowo po raz pierwszy, wiedziałam, że idealnie oddaje ono głębię czerni moich ukochanych groenendali.
CERTYFIKAT PRZYDOMKAJako lekarz weterynarii i szkoleniowiec psów, w moją pracę hodowlaną wkładam całą wiedzę i serce. Moim celem jest hodowanie psów, które łączą stabilny charakter z eksterierem zgodnym ze wzorcem rasy. Zapraszam serdecznie do odwiedzenia naszej hodowli, abyście mogli poznać nas i nasze psy osobiście. Zobaczcie świat oczami owczarka belgijskiego – to perspektywa, która zmienia życie na lepsze.
Zdrowie bez kompromisów: Nasze psy są członkami rodziny i mieszkają z nami w domu. Podlegają regularnej profilaktyce i kontroli weterynaryjnej. Wszystkie zwierzęta hodowlane są przebadane pod kątem chorób genetycznych, dysplazji, spondylozy i LTV. Wybieramy linie nieobciążone padaczką idiopatyczną, kierując się zasadą „jakość ponad ilością”.
Charakter i pasja do pracy: Kładziemy ogromny nacisk na rozwijanie naturalnych popędów belgów. Nasze psy muszą posiadać dużą chęć współpracy z człowiekiem, dlatego zapewniamy im aktywność fizyczną i umysłową dostosowaną do ich potrzeb.
Staranny odchów i socjalizacja: Szczenięta rodzą się i dorastają w naszym domu. Od pierwszych dni dbamy o ich stymulację neurologiczną i socjalizację, unikając przy tym nadmiernego przebodźcowania. Zapoznajemy je z odgłosami domu, miasta, jazdą samochodem i klatką kennelową. Gdy dorosną, zabieramy je w różne miejsca – do lasu, nad wodę czy na plac szkoleniowy.
Wsparcie dla nowych właścicieli: Pomagamy w wyborze szczenięcia, które najlepiej wpasuje się w styl życia danej rodziny. Nowi opiekunowie otrzymują od nas wyprawkę oraz pełne wsparcie merytoryczne w zakresie wychowania, szkolenia i zdrowia. Zawsze cieszymy się z wiadomości od „naszych dzieci” i służymy radą na każdym etapie ich życia.